||

Psie parki. Szansa na wybieganie czy poważne zagrożenie?

Psie parki.

Temat wraca do mnie jak bumerang.

Już wiele lat temu, gdy miasta zaczynały stawiać te ogrodzone miejsca psich „pląsów”, docierały do mnie różne, niepokojące historie.

Jedna z pierwszych, które pamiętam, dotyczyła młodego psiaka w typie husky. W ramach socjalizowania suczki, właścicielka starała się zapewnić swojemu psu dużo różnorodnych kontaktów. Wybór padł na… psie parki!  Wydawać by się mogło przecież, że to idealne miejsce psich schadzek! Niestety rzeczywistość okazała się bardziej bolesna… Owszem, psy tam były: małe, duże, młode i stare, ale… Właścicielka coraz bardziej widziała po swoim psie, że suczka nie chce iść w stronę parku, a gdy tam jest, zaczyna coraz częściej używać agresji do trzymania „kompanów” na dystans. Co poszło nie tak? 

Przyjemne miejsce. Ale w pełni bezpieczne tylko wtedy, gdy jesteśmy z psem tam… sami.
 

Inna historia. Inny park. Ale skutki „używania” wybiegu podobne.

Tym razem młody samiec w typie owczarka niemieckiego, zabierany często do ogrodzonego parku, w celu wyhasania się. Niby wszystko było okej. Tym bardziej, że według właścicieli, wspaniale dogadywał się z innymi psami…. Zabierali więc go o najbardziej „zapsionych” porach. Jeszcze nie wiedzieli, że każda tego typu wyprawa w psiej głowie odciska piętno, które później ciężko będzie naprawić… 

No i stało się. Po kilu miesiącach takich pląsów, psiak zaczął agresywnie reagować na mijane podczas spaceru psy. Dlaczego?

Podsumujmy obie historie odpowiadając na pytanie:

Dlaczego namawiam aby unikać psie parki, gdy widzimy, że już są tam inne psy?

Ponieważ psy potrzebują CZASU i PRZESTRZENI, aby ZDECYDOWAĆ, czy chcą z danym psem się spotkać. Możliwość podjęcia decyzji, zaprezentowanie różnych strategii radzenia sobie (np. odejścia) daje psu poczucie bezpieczeństwa, i co za tym idzie spokojniejsze emocje. A jest to niezbędne w dobrej (czytaj efektywnej, spokojnej) psiej komunikacji. Bowiem nie ilość interakcji na ograniczonej przestrzeni, z wrzuconym w sytuację bez wyjścia psem jest drogą do sukcesu, a JAKOŚĆ! A tą zapewniamy dzięki uważności na psie emocje, na to co nam pies pokazuje, często duuuużo wcześniej. To właśnie możliwość odejścia, możliwość podjęcia decyzji przez psa, wzgląd na to, że każdy, nawet najbardziej „narwany” psiak, potrzebuje czasu i przestrzeni zaprocentuje nam w przyszłości. 

Czy to na pewno zabawa?

Dlaczego niektórzy właściciele tak chętnie wybierają psie wybiegi? Ponieważ widzą, że ich pies świetnie się bawi z innymi. Ale czy na pewno to, co obserwujesz pomiędzy swoim czworonogiem, a spotkanymi w parku obcymi psami to… zabawa?

Do zabawy potrzeba zaufania, wzajemności. Psie ciała muszą być rozluźnione. Czy ta pogoń, te wysokie emocje, te kręcone kółka i uderzanie łapami, przypadanie do ziemi, pokazywanie brzucha to fajny czas jaki swojemu psu zapewniasz? Przyjrzyj się uważniej. Może jednak widzisz tam sygnały stresu? Chęć wyjścia z sytuacji? Ale przecież psiak często nie ma możliwości wyjścia, bramka jest zamknięta, a on o tym wie. Więc nawet nie próbuje. Próbuje za to przetrwać, wchodząc w tą „grę”. 

Polecam w tym miejscu wywiad z Pauliną Ziółkowską w temacie psiej komunikacji. 

 

Ale z innej beczki. Cóż jeszcze nam parki oferują prócz mnóstwa psiego stresu?

Kolejnym elementem, który warto zauważyć, są dostępne na wybiegach sprzęty. Wiele z tych przeszkód nigdy nie powinna być używana w treningu. Nawet tym rekreacyjnym. Ale dokładniej – co mam im do zarzucenia?

Przede wszystkim kontuzjogenność 🙁 Nie ma bowiem możliwości dostosowania ich wysokości, etapu do poziomu danego psa.

  • Ludzie nie są informowani o tym, że psiak musi być rozgrzany przed zajęciami oraz, że musi być wyciszony tuż po (tzw. cool down).
  • Niektóre przeszkody nie mają „zrzucalnych” części, jak np. tyczki w hopkach. Przez co pies łatwo może w nie wpaść i zrobić sobie niezłą krzywdę. Patrz poniżej. 

Te „hopki” są najbardziej niebezpieczne. Dla małych psów zbyt wysokie, dla dużych – zbyt blisko siebie. Poza tym są „sztywne”. W profesjonalnych torkach przeszkód tyczka od hopki jest zrzucalna. Gdy pies w nią wpadnie, zrzuci ją, co uchroni go przed uderzeniem. 

Czy psie parki nie mają nic do zaoferowania?   

Mają. Tylko korzystać z nich trzeba mądrze. Widzę dwie opcje.

Opcja nr 1.

Idziesz do psiego parku, gdy nikogo tam nie ma. Korzystasz z tego, że możesz zwolnić psa ze smyczy. Warto wtedy budować mu pozytywne oczekiwania co do reakcji na przywołanie. Warto więc zawsze zabierać ze sobą smakołyki, zabawki, wodę i po prostu być tam RAZEM z psem.

Opcja nr 2.

Gdy widzisz w psim parku psy, możesz spróbować zapewnić swojemu dobre doświadczenia w komunikacji… z sobą, z jego człowiekiem. Czyli: przepnij go na długą linkę i idź za psem. Gdy przystaje, też się zatrzymaj. Gdy odchodzi – również odejdź. A gdy zdecyduje podejść do ogrodzenia, bądź razem z nim, wspieraj go. Dzięki temu będziesz mu przekazywać, że to on ma coś tu do powiedzenia, a Ty to widzisz i reagujesz. Dzięki temu nie będzie musiał krzyczeć (agresja), a zacznie mówić szeptem (delikatne sygnały).

Ta przeszkoda jest dość bezpieczna, stabilna. Tylko trzeba uważać, aby psiak nie spadł (niepewność, duża ekscytacja). 

Psie parki mają wiele do zaoferowania i cieszę się, że one istnieją. Dla niektórych psiarzy to jedynie miejsce, które daje im na tyle poczucia bezpieczeństwa, że odważają się zwolnić psa ze smyczy. Dla wielu czworonogów będzie to więc jedyna opcja zaznania przynajmniej minimalnej, ale jednak, swobody. Uważam jednak, że niestety brakuje informacji o tym, jak z takich parków korzystać lepiej. Lepiej, czyli w zgodzie z psem.

 

W rzeczywistości, najbezpieczniejszym miejscem dla niedoświadczonego psa i niedoświadczonego przewodnika jest po prostu plac psiej szkoły, który jest porządnie ogrodzony i zaopatrzony w bezpieczne przeszkody i akcesoria. W tym miejscu czas jest zarezerwowany jest tylko dla Ciebie lub jeśli tego potrzebujesz – możesz zapisać się na zajęcia grupowe, gdzie psiaki są idealnie do siebie dobrane pod kątem temperamentu, problemów, poziomu zaawansowania itp. Często na takich zajęciach zawiązują się wieloletnie psio-ludzkie przyjaźnie i jest to idealna opcja do spotkań z „psiarzami” z okolicy. Dodatkowo, nie zostajesz tam sam, bezradny, tylko przychodzisz na spotkania z coachem, który nauczy Cię jak komunikować się z psem i jak tą wiedzę wprowadzać w codzienne życie. Wówczas wiedzę z placu treningowego lub hali będziesz już potrafił samodzielnie przenieść na spacer i do psiego parku. 

Zapraszam do skorzystania z oferty mojej szkoły i treningu na bezpiecznych, profesjonalnych akcesoriach – POCZYTAJ TUTAJ. Do zobaczenia!

Podobne wpisy

3 komentarze

  1. „Czy psie parki nie mają nic do zaoferowania?
    Mają. Tylko trzeba z nich korzystać umiejętnie”
    – ot i cały komentarz. Zawiera się w tych zdaniach wyżej.
    Dobrze napisany artykuł

  2. Moje pierwsze i ostatnie doświadczenie z psim parkiem: Kiedy mój pies zaczął dorastać i potrzebować jeszcze więcej ruchu pomyślałam ,żeby go zabrać na jeden z powstałych psich parków.Wybrałam taką porę,żeby nikogo nie było ale niestety nie zastałam pustego terenu.Były tylko 2 psy husky i labrador a ich właścicielki siedziały sobie na ławce .Widok taki jak plac zabaw dla dzieci ,matki na ławce a dzieciaczki w piaskownicy obrzucające się piachem i zabierające zabawki.No cóż ,zrobiłam jedno kółko w parku ,drugie ,2 godziny minęły ,one nadal tam byly ale ok ,ktoś gdzieś napisał ,że psy też muszą się socjalizować i poznawać ,więc zaryzykowałam.Oczywiście oba wielkie stwory (mój mały foksik) podbiegły i w moich oczach „osaczyły” mojego zwierzaka tak ,że położył się na ziemi i nie chciał się ruszyć.Po chwili kiedy tamte pobiegły dalej ,mój pies zaczął powoli poznawać teren ,nawet coś tam poćwiczył ale zamiast pobawić się ,rozluźnić patrzył w stronę tamtych ,czy aby nie podbiegają.Kiedy tylko mój szybciej biegł, husky podlatywał i przytwierdzał kagańcem mojego do ziemi.Po zwróceniu uwagi jego właścicielce ona oburzona odpowiadała ,że przecież ma kaganiec i nic nie zrobi. Więc wyszłam z tej zagrody dyskomfortu i czekałam aż pani pójdzie do domu .Na próżno bo kobieta siedziała tam pół dnia albo więcej.Każdy kto wchodził zostawał po prostu zdominowany przez jej psa.Były kłótnie ,wyzwiska ,niebezpieczne sytuacje i konflikty wśród psów.Niestety pani nie pomyślała ,że chodząc na plac codziennie i siedząc tam całymi dniami wytworzyła u swojego psa poczucie ,że teren jest tylko ich.Jej pies po prostu bronił swojego terytorium.Także nie polecam żadnych psich placów chyba,że o 4 rano,kiedy można być tam sam na sam z psem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *